Artykuł prasowy - Jerzy Piórkowski
Witold Urbanowicz, w okresie II wojny światowej jeden z asów Polskiego lotnictwa na Zachodzie, największe swt>je sukcesy odnosi w ostatnich latach. Okazał się bowiem znakomitym pamiętnikarzem, pisarzem całą gębą o wielkiej celności słowa i ogromnym darze obserwacji. Jego debiut książkowy „Ogień nad Chinami" jest w naszych warunkach wręcz nowatorski. Rzeczą niecodzienną są bowiem w tego typu wspomnieniach owe jasne fale humanizmu, miłości do człowieka, ufności w ostateczne zwycięstwo ideowo-moralnych racji, jakie on reprezentował i reprezentuje w swoim wojennym rodowodzie, w postawie zachowanej poprzez śmierć, ogień i wojenne barbarzyi1stwo. Urbanowicz, przedwojenny instruktor lotniczy, znakomity pedagog i wytrawny mistrz akrobacji (w ciągu całej wojny przeciwnik nie dostał go ani razu na celownik, nie uszkodził nawet jego maszyny), był w czasie ,.Bitwy o AngliQ" dowódcą Dywizjonu 303 - rekordzisty lotniczego, który zestrzelił 110 maszyn nieprzyjacielskich. Ale nie to bynajmniej jest powodem największym do wieńca sławy. Urbanowicz, a jego książka, jego wypowiedzi osobiste o tym dobitnie świadczą, wiedział zawsze, po co i dlaczego się bije. On, wojenny myśliwiec, mistrz nad mistrze w 3miertelnej lotniczej grze, oświadcza wrc:cz „wojna zawsze jest barbarzyństwem". Ten szczęściarz nad szczęściarze nosi w sobie cichą, przemożną tęsknotq: za rodzinnym krajem. Człowiek panujący bezbłc:dnie nad najbardziej nowoczesnymi aparaturami lotniczymi - ucieka jak tylko może w naturę, w krajobraz. Bujający na tysiącach metrów nad olbrzymimi kręgami ziemi, przelatujący w godziny tysiące kilometrów - spragniony jest zawsze prostych ludzkich czterech ścian, ludzkiego odruchu ciepła, ciekaw każdego obyczaju, każdej myśli nieznanej a czystej. Dla wyświadczenia pomocy potrzebującym ludziom gotów jest łamać roz·· kazy, ryzykować skręceniem karku po wielokroć. Oto macie portret autentycznego pisarza, moralisty, takiego polskiego wojennego i lotniczego brata niezapomnianego Saint-Exupery. Urbanowicz przebywa z dala od kraju, na powojennej emigracji w Nowym Jorku. Ale jest to po dawnemu samotnik-moralista w kamienistej puszczy wielkomiejskich drapaczy chmur. Samotnik uciekający na „drugą ziemi